X
X
Menu główne
Menu kategorii
facebook

Dieta karniwora - 2 miesiące romansu z mięsem

20 lp. 2021
artykuł eksperta: P. Jankowskiego

Właśnie minęły dwa miesiące odkąd zacząłem dietę karniwora. Dla jednych kontrowersyjna, dla innych szokująca, dla mnie w pewnym sensie jest eksperymentem potwierdzającym moje przekonania.

Nie chcę skupiać się tutaj na wyjaśnianiu na czym polega dieta karniwora i dlaczego postanowiłem sprawdzić na sobie właśnie ją. Zachęcam do przeczytania poprzedniego artykułu, w którym dokładnie wszystko jest wyjaśnione.

Chciałem podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami po dwóch miesiącach jedzenia głównie mięsa i jego przetworów.

Jak wygląda mój codzienny test diety karniwora – co jem i piję

Spożywam przede wszystkim mięso wołowe, dziczyznę, podroby, dobrej jakości pasztety, smalec, masło i jajka. Takie pożywienie służy mi najbardziej. Jadam około kilograma mięsa dziennie. Czasami jednak trochę mniej, a czasem więcej. Dużo zależy oczywiście od tego jaki czuję głód. Ostatnio odstawiłem nawet kiełbasy – aromat wędzenia i mnogość przypraw zwyczajnie mi przeszkadzały. Jem przeważnie raz, czasami dwa razy dziennie.

Jakiś tydzień temu wprowadziłem kilka porcji dobrej jakości białka serwatkowego. Niestety miałem po nim wzdęcia. Próbowałem parę razy – za każdym efekt był taki sam, więc zrezygnowałem.

Piję ogromne ilości wody. W ciągu dnia jest to może 6-8 litrów, a więc naprawdę dużo. Wiadomo, że kiedy jest cieplej i mam treningi odczuwam większe pragnienie. Do wody dodaję sól jodowaną kłodawską lub himalajską. Około 15 gramów. Już od dłuższego czasu używam sól jako dodatek do wody, jednak dopiero teraz zdałem sobie sprawę z tego, jak bardzo zawarte w niej minerały są potrzebne do życia. Od kiedy piję wodę z solą czuję się jeszcze lepiej. Nie mam też żadnych problemów z nerkami czy podwyższonym ciśnieniem krwi.

Niestety na ten moment nie udało mi się wyeliminować kawy całkowicie, choć miałem taki zamiar i dalej go mam. Obecnie piję 3 kawy dziennie. Chcę jednak walczyć z tym uzależnieniem – będę więc nad tym pracować. Piję yerba mate i zieloną herbatę. Zdecydowanie lepiej mi się po nich myśli. Czuję świeżość umysłu.

Suplementacja – czy u mnie się sprawdza?

Wiele osób pyta jak u mnie wygląda sytuacja z suplementami. Otóż przez długie lata stosowałem tzw. przedtreningówki. Są to suplementy z dużą zawartością substancji energetycznych, które zwiększają wydolność i siłę organizmu podczas treningu. Zawsze mi smakowały, działały rewelacyjnie. W pewien sposób byłem od nich uzależniony. Rzuciłem je jednak prawie rok temu. Niedawno spróbowałem kilka porcji mojej ulubionej dotychczas przedtreningówki i niestety smakowała mi sztucznością. Wyczuwałem słodziki, chemiczne substancje, a mój trening wcale nie był lepszy. Żołądek się zbuntował, źle się czułem, miałem tzw. puste odbijania. Dramat. Nigdy więcej!

Podczas mojego eksperymentu z suplementami zauważyłem jeszcze jedną ważną rzecz. Miałem problemy z koncentracją, moja pamięć mnie zawodziła. Nie sądzę, żeby był to przypadek. Teraz, kiedy mój organizm jest oczyszczony i spożywam tylko wysokiej jakości produkty, wyczuwam dosłownie choć najmniejszą ilość potocznie mówiąc „chemii”. Słodziki zawarte w przedtreningówkach źle na mnie wpływają. To pokazuje tylko jak niezdrowe i destrukcyjne dla nas są to substancje.

Po kilkunastu porcjach tych znanych mi i lubianych suplementów, ponad tydzień dochodziłem do siebie. Z powrotem mogę kontrolować moje ciało i umysł, działam i jestem zmotywowany. Wszystko wróciło do normy.

Pomyślcie tylko, jak bezmyślnie traktujemy swój organizm, kiedy wlewamy w niego litry napojów pełnych cukrów czy słodzików. Myślimy, że wybierając napój light albo zero sugar wybieramy mniejsze zło, a niestety wcale tak nie jest.

Czy czegoś brakuje mi w diecie?

Nie. Nie myślę o jedzeniu, jem wtedy, kiedy odczuwam głód. Jadam tylko naturalne, zdrowe produkty. Zapotrzebowanie na minerały dostarczam w soli, a na witaminy w mięsie, tłuszczu zwierzęcym, jajach i maśle. Kompletnie nie wydaję mi się, żeby mi czegokolwiek brakowało.

Co prawda na diecie karniwora jestem dopiero od dwóch miesięcy, ale już od długich lat nie spożywam zbyt dużej ilości warzyw, owoców i zbóż.

Oczywiście odczuwam głód dzięki grelinie i sytość dzięki leptynie. Te hormony to dla mnie wskaźniki i informacje do tego, kiedy i ile powinienem zjeść.

Czy trudno jeść samo mięso?

Nie, ale warunek jest jeden. Mięso musi być dobrej jakości i w odpowiedni sposób przyrządzone. Robię długie przerwy w jedzeniu, dlatego nie odczuwam monotonii. Po takim czasie po prostu apetyt dopisuje i wszystko dobrze smakuje.

Dieta a praca

Bez problemu łączę dietę karniwora z pracą. W kuchni spędzam około 20 minut dziennie. Posiłki przygotowuję szybko, a że jak wspomniałem jadam raz, czasem dwa razy dziennie, nie tracę dnia na stanie przy garnkach. Jedzenie traktuję jako budulec, dzięki któremu dostarczam mojemu organizmowi niezbędnych substancji. Nie wiążę go z przyjemnością, nagrodą, nawykiem czy sposobem na chandrę. Jem kiedy jestem naprawdę głodny.

Nie chodzę do sklepów, nie stoję w kolejkach. Mięso kupuję przez Internet. Oszczędzam swój czas.

Moje odczucia…

Miałem ciężki moment. Kiedy zacząłem dietę wszystko szło sprawnie. Miałem siłę i właściwie nie odczuwałem żadnej różnicy pomiędzy funkcjonowaniem z węglowodanami czy bez nich. Jednak po paru tygodniach siła zaczęła mi drastycznie spadać. Czułem jakby cały czas brakowało mi glikogenu w mięśniach – nie byłem w stanie jechać rowerem, nie mówiąc już o treningu siłowym. Kilka razy musiałem nawet go przerwać. Praca umysłowa nie sprawiała mi żadnego problemu, jednak wysiłek fizyczny był dla mnie wyzwaniem.

Uratowała mnie wiedza. Do tego eksperymentu długo się przygotowywałem i wiedziałem, że okres adaptacji może trwać nawet 26 tygodni. Musiałem to przetrwać i udało się. Po kliku tygodniach moje ciało przystosowało się do czerpania energii z tłuszczy. Moja siła zaczęła rosnąc. Obecnie mam jej więcej niż przed rozpoczęciem diety karniwora. Poprawiła mi się także wydolność i regeneracja po treningu.

Nasza wątroba leniuchuje, bo nie musi produkować glukozy, gdyż cały czas dostarczamy ją z pożywienia. Nagle tego zaczęło jej brakować, musiała przystosować się do nowych warunków. Było to dla niej coś zupełnie dotąd nieznanego. Cały organizm zwyczajnie to odreagowywał.

Na zmiany potrzeba dużo cierpliwości i dyscypliny. Nie można też rzucać się z motyką na słońce i od razu eliminować wszystkiego. Należy działać stopniowo i przyzwyczajać się powoli do nowego. Cały proces diety eliminacyjnej opisałem w drugiej części „Projektu Sukces”. Są tam również informacje jak jeść zdrowo, bez liczenia kalorii i efektu jo-jo.

I samopoczucie

Czuję się świetnie. Nie odczuwam tego, że jestem na jakiejkolwiek diecie. Jem posiłek głównie w porze obiadowej, mam więc dużo czasu na strawienie go do wieczora. Nie chodzę spać z pełnym żołądkiem, dzięki czemu czuje się lekko i lepiej śpię.

Do tego biorę kilka naturalnych suplementów. Pozwalają mi one lepiej się regenerować po treningu. W tym miejscu przestrzegam Was przed stosowaniem substancji, co do pochodzenia i składu których nie ma pewności. Wiele, obecnych na rynku suplementów to po prostu marketingowa bzdura. Trzeba wiedzieć co się wybiera, ale to już materiał na kolejny artykuł.

Badania a dieta karniwora

Ostatnio wykonywałem badania krwi i moczu. Wszystko w normie. Kolejne zrobię po trzecim i szóstym miesiącu diety.

Zapisuję też moje wyniki na siłowni. Wykonywałem też dexa scan organizmu, który również powtórzę w przyszłym miesiącu. Póki co, wszystko w jak najlepszym porządku.

Jeśli chcecie na bieżąco śledzić mój test diety karniworowej zapiszcie się do newslettera i śledźcie nasze social media.

Przeczytaj także

x
Zapisz się do newslettera